05.11.2004 :: 22:57 |
Link |
Komentuj (1)
trzeba dodac jakas note,gdyz dlugo mnie tu nie bylo...dzis wracajac do domu stracilam humor-glupi listopad jak ja tego nie lubie,zas jutro odrabiamy 12 ania oczywisce do szkoly nie pojdzie,bo jej sie nie chce i takie tam...czyli za tydzien zapowiada sie niezle 4 dniowe chlanie,az milo pomyslec,zas polmetek przyniosl ze soba same pozytywy...ogolnie rzecz biorac ania ma faceta,mam na imie michu i jest slodko porabany ,jest moj poprostu i dobrze mi z tym,traktuje mnie powaznie,dobrze caluje,slucha odpowiedniej muzy i czego tu jeszcze wiecej chciec..wreszcie nie doskwiera mi pieprzona samotnosc,mam sie do kogo przytluci i wyzalic,tzn i tak mialam...ale on jest moj.moje moje i tyle :P.dlugo na to czekalam bo pol roku,a ta koza,ktora z nim krecila niech ma lola panna(zostala prawie sama,ale to kurwa ja mam kompleksy,niech najpierw spojrzy w lustro,a ja jestem z nim tydzien...a on rozmaiwal dzis z karysiakiem,mowil,ze nie wie czy ma mnie tarktowac serio bo moje moje nie ma jakis pieprzonych urojen o wyimaginowanej granicy 3 msc...z tym traktoawniem serio chodzilo o to,ze chce studiowac za granica a dlan 1,5 roku!!! to nie jest duzo,co dobrze wrozy,a ja kazdy zwiazek trakutuje serio i jak to byk angazuje sie calym serduchem,ostatnio poszedl bulwers o to,ze sie nie odzywal,a dla mnie wystarczy jeden sygnal...to tak nie wiele i wiem,ze ktos mysli,jest...).
moje sloneczko nauczylo mnie grac w bilard i po 2 razach mi juz niezle idzie-trafiam w bile,wpadaja do luki,rece mi sie juz nie trzesa,robie to w miare pewnie i zaczyna mi sie to max. podobac,fajna sprawa.juz kiedys probowalam,ale z miernym skutekiem a teraz jest git...hymmm ania jest lasuch na komplemanty i straszny pieszczoch i on mi to daje,tylko biedny karysiak robi za przyzowitke a tenm caly mr van d to jak pierwsza litera jego imienia mowi dupa jest,nie bardzo mi sie kolo podoba,ale chcialabym jej szczescia,zeby z nim byla,tylko on do niej nie teges i tu jest konkret lol,gdyz najwiekszy jest w tym ambaras co by dwoje chcialo naraz.ja bym sie glupio czula w jej dzisiejszej sytuacji,kiedy to siedzialy dwie pary i ona bidna sama,ale sie staram,zeby nie bylo glupio,ale ciezko jest bo mnie do niego ciagnie...ma taki fajny tyleczek :P,ogolnie fajna dupa jest.chrakter te sprawy odpowiada mi poprostu,duzo moglabym o nim pisac i o tym o co sie dzieje,ale dobre wspomnienia zosataj na dlugo,wiec jest jeszcze na to czas...ostatnio uslyszalam,ze mam ladne raczki,wogole no sweet :]
tak pozatym to brakowalo mi kompa,mp3,bloga,gg i wogole,ale jestem spowrotem...mam kontakt ze swiatem i jest milo...
07.11.2004 :: 16:16 |
Link |
Komentuj (1)
voo voo pozytywne wibracje
myślę o nas a dusza ma bredzi
dlaczego nie można się od niej dowiedzieć
dialog był trudny, trzeba już dwóch
a życia bacik nie daje nam tchu
podobno ptaki upadły jak ludzie
a jednak bliżej są nieba
siedzę na tyłku z rękami w kieszeniach
a duszy nie tego trzeba
dumam o nas a głowa ma bredzi
na myśl o wieczorze nie mogę usiedzieć
i będzie pięknie i miło ogromnie
niezbyt cnotliwie i niezbyt skromnie
08.11.2004 :: 23:00 |
Link |
Komentuj (0)
zastanaiam sie nad sama soba i ostatnio dosc czesto,gesto dochodze do wniosku,ze jestem popierodlona i nie potrafie sie cieszyc tym co mam-mowiac wprost mam faceta i na sile szukam dziury w calym,kolo mi pisze wiersze i te sprawy(nie dawno 1 raz w moim zyciu ktos napisal dla mnie wiersz...:]),ale ja nie odbija mi.tak zle i tak nie odbrze...ozesz kurwa no...pomocy,mam jakies pojebany schizy...streszczajac facet nie ma nic na koncie(za to jego sister ma...)a mnie boli,ze mi nie puszcza sygnalow i takie tam...no glowa mala co sie ze mna dzieje.ma miec hajs na koncie 10 i wtedy bedzie juz wszytsko jasne,czy to mi sie w glowie pierdoli czy co...
10.11.2004 :: 23:52 |
Link |
Komentuj (2)
dzis 1 praktyki w szpitalu i szok mialo byc przygotowanie psychologiczne przed a tego bylo w sumie 3 slowa...troche malo...od razu na gleboka wode na intensywna terapie,a czesc nawet na ojom i widok 26 tyg wczesniaka bez odruchow zyciowych zas w dragwkach...na szczescie mnie to ominelo,na inetensywnej nie bylo,az tak zle...z tym,ze nasza popierdolona biologiczka jak wpadla to laboratoirum to skonczylismy zajeciadobre ponad pol godziny po czasie...grr z taka baba,trzeba jednakze przyznac,ze ludzie,ktorzy maja z nami kontakt to sa pasjonaci i nie interesuje ich hajs,zas to co robia-pomagaja ludziom i tu szacunek dla nich i dla naszej dyrki,ktora umozliwila nam te wyjscia...a jutro relax jakies bro moze kino i facet....:]
20.11.2004 :: 15:27 |
Link |
Komentuj (0)
doczekalam sie w koncu mojego upragnionego kult,a moj facet nie moze ze mna isc...ale ania pomimo to bedzie sie dobrze bawic,zobaczymy kto ciekawy bedzie powinno byc duzo znajomych twarzy(w tym byc moze moj ex i jego znajomi,ale to sa w porzadku ludzie,jemu sie w glowence popierdolilo-jedna rzecz mnie w tym wszytskim cieszy nie ma go juz w moim sercu,nie boli mnie juz to !!!)
a co do mojego obecnego slonca,to moj umysl jednak dobrze dziala,nie jestem az tak do krzty popierdolona,nie wyolbrzymiam sobie sytuacji i nie stwarzam sztucznych problemow-rozgryzlam cholere...moj zwierzaczek sie wahal,bal sie,byl niepewny etc etc...wkurzylam sie napislam mu sms'a aby sie zastanowil czego chce,potem ruszylo go sumienie i wczoraj ze mna porozmawial,choc nie mogl tego z siebie wydusic,ale w koncu powiedzial mi ze w koncu wie czego chce i mnie mocno przytulil co bylo sweet,potem zas byly napady smiechu i pomimo chujowosci knajpy i muzy bylo mi dobrze naprawde dobrze,no bo sie rozmarze...
21.11.2004 :: 13:42 |
Link |
Komentuj (1)
koncert byl niesamowity-jak wszystkie koncerty kultu,choc byl dosc krotki to wrocilam na wpol glucha,styrana,upocona czyli ogolnie szczesliwa,ludzi,ktorych chcialam spotakac spotkalam,piosenki glownie z posluchaj to do ciebie czyli mojej ulubionej plyty,a pogo przekonkret,balam sie w nie wejsc choc 2 razy to zrobilam...czego nie zrobilam to nie zrzucilam sie ze sceny,zeby polatac na rekach ludzi,nastepnym razem to zrobpotem znoof trafialm na pana kierowce autobusu,ktory nie chce mi biletu sprzedac jak jezdze w sobote kolo 22,tym razem wygonil mnie od okienka stwierdzajac,ze wszyscy spia,w sumie jechalam z jednym kolesiem,ktory mial bardzo ladny usmiech.jak wysiadlam z tego dyliznasu zaczepil mnie pyatajac gdzie mieszkam,zaczelam go zbywac bo czulam sie niepwnie(coz nic dziwnego w tych popieprzonych czasach),zaczal mowic o tym,ze dzis wszyscy go podejrzewaja o dziwne intencje:jakies panny sie dosiadly do niego i jego kumpla w knajpie i oskarzyly ich o to,ze sa pedalami -lol-argumentacja bylo to,iz siedza we dwoch-nie ma to jak inteligencja ponad norme,potem ja poczul sie jakbym go posadzila o to,ze jest seryjnym morderca no i tak sie rozwinela ta rozmowa...uprzedzilam go,ze jakby co to bede kopac,gryzc i krzyczec (a mam naprawde donosny glos),stwierdzilam po jakim czasie,ze czualbym sie w sumie bardziej niepewnie jakby szedl za mna,na jego slowa,ze cieszy sie ze nie dostal odemnie ,gdyz idzie kolo mnie w odleglosci pol metra a nie metr.podalam mu reke przedstawilam sie,jego imienia nie pamietam...choc wiem na ktorej ulicy mieszka :]-lubie poznawac ludzi,rozne,nietypowe znjamosci,udalo nam sie przelamac sterotyp tych popieprzonych czasow...mial krotsza doroge od przystanka do domu,a ja potem szlam z bananem na mordce...:]i prosze mnie tu nie posadzac o flirty-ciesze sie ze sa jeszcze "normalni"(dlatego wstawialm to slowo w ciapki bo tak w sumie to nie uznaje go,nie wiem co to normalnosc,kazdy patrzy na to inaczej,ja mam tu dosc bezpruderyjene,kontrowersyjne poglady) ludzie na moim osiedli,ze wogole sa jeszcze "normalnii" ludzie...to bylo sympatyczne,oby tak dalej :]
23.11.2004 :: 23:34 |
Link |
Komentuj (1)
hymmm...moj swiat pierdolnol z dosc duzej wysokosci,popekal troche,nie czuje sie z tym nawet tak bardzo zle-poprostu zaczelam sie zastanawiac,a wzielo sie to satd ze moj brat sie zareczyl-szok,a po nim bym sie tego nie spodziewala...myslalam,ze predzedj bede ja...ogolnie nie widac po mnie zadnym emocji,nie wiem dziwny dzien...ale zadazajac do celu,zaczelam sie zastanawiac nad swoim obecnym zwiazkiem,mam 17 wiosne i nie planuje zareczyn przed tym jak skoncze 28 lat,no moze troche wczesniej,no ale dalej i kminie po chuj ja wchodze w kolejne zwiazki jesli wiem,ze w tym wieku one sa w sumie tylko po to,zeby byly,zeby bylo milo etc,etc...zaczelam sie bac w tym momencie konca tego zwiazku-choc go nie planuje ...sama nie wiem po co sie wpierdalac w coskolejnego,jesli ma sie to skonczyc-mam wtedy cierpiec i zbierac sie znowu pol roku??!!pierdoli mi sie we lbie:jest mi z nim dobrze,ale wiem,a co najmniej spodziewam sie tego,ze to nie jest ten jedyny,to po chuj??choc nigdy nic nie wiadomo i to0 jest mysl,ktora mnie pociesza,nie dociera do mnie to,ze kiedys pojawi sie ktos z kim spedze reszte mojego zycia.w tym momencie wdaje mi sie to nie naturlne,nie rozumiem tego-byc moze potrzebuje czasu,wiem,ze napewno teraz potrzebuje wsparcia z jego strony,zastanawiam sie czy nie marnuje czasu,ale kto jak nie ja wie to najlepiej (stwierdzam to na podstawie moich popierdolonych doswiadczen),ze jesli czlowiek nie kocha to nie zyje,a nikt nie mowil jak przychodzilam na swiat,iz bedzie latwo i przyjemnie,wiec czy warto??chyba jednak owszem bynajmniej dla zebrania jakis tam doswiadczen i tego typu pierdol...mysli zapierdalaja mi przez glowe z kosmiczna predkoscia z jednej strony beznadzieja -po co??po to zeby cierpiec??z drugiej strony przyziemna mysl wyjscia z nim do sklepu po prezent dla kumpeli na mikolajki i musze przyznac,ze z ta druga jest mi lepiej...ide zapalic
27.11.2004 :: 13:16 |
Link |
Komentuj (0)
no i w koncu andrzejki,a powodow do popicia tym razem mi nie brakuje...za nowy zwiazek i jego powodzenie to po uno,due braciszek obronil wczoraj prace magisterska i ma teraz 6 literek przed nazwiskiem mgr.inz.i jak juz wspomnialam zareczyl sie glupek,ale przemyslam ta sytuacje i sie zajebiscie ciesze-justynka bedzie fajna bratowa. tak nota bene to mialo dzis nie byc zadnej domoweczki tylko jakas tam knajpka a tu
kumpel micha ma wolne mieszkanko :].
zareczylam sie z moim karysiakiem-dostalm obraczke i nosze ja na maluchu :p,wczoraj kupilam jej prezent na mikolajki gloversy-zastanawiam sie czy sobie by takich samych nie wziasc...musze sobie w koncu jakas kurtalke zimowa kupic,ale kurwa mnie strzela bo w tym moim ukochanym pieprzonym ck nic nie ma,a jak juz cos znajde jest to nie kurtka ale podpizdziajka i nie nadaje sie w zadnem sposob na ziemie,nie rozumiem jednej rzeczy faceci sa z natruy groboskorni,a kobitki delikatne to dlaczego meskie kurtki sa do kurwy nedzy 3x razy grubsze...grrr,ale nic to dzis trza sie zapic i tyle ...
* * *
By Artmina